Długo nie pisałam, bo byłam zbyt zajęta walką o utrzymanie swojej pracy i czekaniem w kolejkach do kolejnych lekarzy, by ustalić stan mojego kolana, które (dla tych co nie odwiedzają Facebooka slodkiepodroze) spuchło mi na początku maja na skutek upadku. Od tego czasu
zdążyłam mieć wyciąganą wodę z kolana (strasznie bolesny zabieg) oraz zrobić nie jeden, a dwa rezonansy magnetyczne.
Okazało się, że mam stary uraz więzadła kolanowego, jeszcze z Polski, ale poza tym nic mi nie dolega. Tyle, że kolano po 2,5 miesiąca nadal jest opuchnięte i dodatkowo, na skutek "oszczędzania" mojej lewej nogi i używania kuli, moje mięśnie uda oraz łydki bardzo osłabły.
Na szczęście udało mi się "załatwić" skierowanie na rehabilitacje, bo tak jak w Polsce i w Portugalii trzeba się wysilić, żeby zdobyć odpowiednie skierowanie np. od lekarza rodzinnego, które pozwala rozpocząć rehabilitacje natychmiast. W przypadku skierowania od specjalisty na fizjoterapię czeka się około pól roku. Wiem to wszystko, bo mój wyjątkowo miły ortopedia, po otrzymaniu butelki dobrego wina, powiedział mi w jaki sposób mogę zorganizować wszystko szybko.
Chyba dobry kraj sobie wybrałam, bo czuję się zupełnie jak u siebie. Te same zasady tu obowiązują jak w naszej ojczyźnie. Przy czym tutaj lekarze jeszcze chętniej przyjmują "prezenty".
Rehabilitację zaczęłam na początku lipca i od tego czasu jestem na zabiegach codziennie o godz 9 rano, a następnie o 11stej jadę do pracy. I tak mi mijają dni. Dodatkowo ostatnio firma w której pracuje zdecydowała, że należy zacząć pracować także w niedziele, które do tej pory były moim dniem wolnym. Tak to już jest w turystyce... Innymi słowy mój jedyny dzień wolny przypada w ciągu tygodnia, kiedy mam fizjoterapię, a do tego z reguły zaplanowane wizyty u lekarzy. Ostatnio był to diabetolog. Ale na pracę nie narzekam, bo całkiem fajna jest, a do tego ten przepiękny widok z okien na most (Ponte Luis I) i piękną rzekę Duero.
W prowadzeniu mojej cukrzycy wiele się ostatnio zmieniło, ale resztę nowin przekaże w następnym wpisie, jeśli znajdę czas i energie na jego stworzenie. Dziś wykorzystałam spokojny poranek w pracy aby coś napisać ;)
Beijinhos czyli portugalskie buziaki.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz