30.05.2013

Hiszpania i Włochy czyli 2 w 1


Na zeszłoroczne wakacje (2012r.) wybrałam się ze znajomą na 2 tygodniowy wypad na trasie Warszawa- Barcelona- Saragossa- Barcelona- Wenecja- Bolonia- Kraków- Lublin. Ze względu na dużą odległość zdecydowałam się na skorzystanie z oferty tanich linii lotniczych. Skoro nie miałam możliwości poznać ciekawych ludzi w podróży, postanowiłam skorzystać z gościnności społeczności couchsurfing. 

Dzięki  stronie (www.couchsurfing.org) znalazłam noclegi w centrum Barcelony u Hiszpana polskiego pochodzenia, natomiast w Saragossie gościł nas Hiszpan, który spędził pół życia we Francji, a po mieście oprowadzało nas dwóch Argentyńczyków. Jako, ze było to prawie rok temu, to poza wielkim zachwytem Barceloną (chyba najpiękniejsze miasto w Europie), szczegółów krajoznawczo- turystycznych już nie pamiętam... Ale postanowiłam, że od dziś każdą podróż będę opisywać na blogu na bieżąco, żeby nic mi nie umknęło :)


Podczas tego wyjazdu dwa razy byłam u lekarza, chociaż nie miałam tego w planach. Co ciekawe, moje wizyty nie miały nic wspólnego z cukrzycą. Jadąc na lotnisko w Modlinie skaleczyłam się w mały palec u stopy podczas wysiadania z pociągu. W ciągu trzech sekund miałam całą stopę we krwi. Na szczęście ja nie mdleję na widok krwi, więc szybko zawinęłam palec w chusteczkę higieniczną i przykleiłam plaster. Liczyłam na bardziej fachową pomoc na lotnisku. Niestety okazało się, że jedyna pomoc na jaką mogę liczyć to straż pożarna. Na terenie lotniska nie mieli nawet apteczki. Dobrze, że Barcelona jest lepiej przystosowana do obsługi pasażerów. Wystarczyło odnaleźć lekarza w jednym z 4 ogromnych budynków. Ponieważ nie znam hiszpańskiego, a do Barcelony leciałam sama (Gośka doleciała do mnie 3 dni później), to szukałam go ponad 20 minut, ale było warto. Poza odkażeniem rany i zapasem plastrów, dostałam także pierwszą dawkę szczepionki na tężec (na moją prośbę), a to wszystko za darmo!


Przy kolejnym locie Barcelona - Wenecja  od samego rana nie czułam się najlepiej i jak tylko dotarłam do hali odlotów okazało się, że mój poziom cukru wynosi 461 mg/dL. Jeszcze przed startem samolotu zmieniłam sobie wkłucie na nowe i mimo, że było mi niedobrze i czułam się fatalnie, zdecydowałam się lecieć. W końcu nie po to kupowałam bilety pół roku wcześniej, żeby teraz mój tani bilet miał się zmarnować. Jeszcze zanim samolot oderwał się od podłoża, wiedziałam, że będę wymiotować. Dobrze, że zapobiegawczo, siadłam tuż przy WC. Pół lotu spędziłam wpatrując się w muszlę klozetową, ale dzięki temu miałam czas, żeby ocenić jak czyste są toalety w tanich liniach i na podniebne problemy żołądkowe każdemu mogę polecić Wizzair. Po przylocie cukier spadł mi już do 300 i nadal się obniżał, a do lekarza na weneckim lotnisku poszłam już tylko, aby dotrzymać towarzystwa mojej koleżance. 
Do Krakowa doleciałam bez żadnych problemów, cała i zdrowa ( jak zawsze :)).

1 komentarz: