Przepraszam wszystkich, że tak długo się nie odzywałam, ale zwyczajnie nie miałam kiedy usiąść do komputera i zebrać myśli w jakąś, mniej lub bardziej, logiczną całość tworzącą kolejny wpis.
Dopiero dziś mój znajomy uświadomił mi, że długo nieaktualizowany blog wskazuje na to, że być może moje zwłoki leżą gdzieś na hiszpańskich stepach...
Aby zdementować te domysły już piszę, że nie dość, że żyję, to mam się całkiem dobrze :)
Poniżej, w skrócie, opisuję moją dalszą podróż po Hiszpanii, skąd pojechałam dalej, do Portugalii, którą zwiedziłam wzdłuż i wszerz, po czym wróciłam do Polski (skąd teraz piszę).
A więc miłej lektury :)
Wymęczone po intensywnym weekendzie w Pampelunie, gdzieś za miastem Hueska pożegnałyśmy się z Johnem i Marie i zaczęłyśmy łapać naszego pierwszego stopa w Hiszpanii- kraju znanym z dużej niechęci do autostopowiczów oraz nieznajomości języka angielskiego. Uzbrojona jedynie w samochodową mapę Europy i kartkę z tłumaczeniem kilku zdań na hiszpański, zaczęłam rozmawiac z nielicznymi kierowcani, którzy zatrzymywali się na "naszej" stacji benzynowej.
Po dwóch godzinach rozmów z kierowcami po pierwsze to umiałam już na pamięć moje hiszpańskie kwestie, a po drugie wiedziałam, że nie będzie łatwo znaleźć kogoś, kto nas zabierze do Madrytu, bo do tej pory nie spotkałyśmy nikogo, kto jechałby w tamtym kierunku.
W końcu znalazłam parę, która mówiła po angielsku, dzięki czemu łatwiej było mi pozyskać ich zaufanie. Zdecydowałyśmy zabrać się z nimi, mimo że wybierali się oni do Alicante, a nie Madrytu. I tak planowałyśmy pojechać do Walencji, która jest praktycznie tuz obok Alicante właśnie :)
Z nauczycielem religii i jego dziewczyną dojechaliśmy prawie do samej Walencji. Ostatecznie trafiłyśmy do miasteczka tuż pod Walencją, gdzie w ciągu godziny udało nam się znależć nocleg poprzez Couchsurfing.
To właśnie w Walencji zobaczyłam pierwszy raz w
życiu delfiny w jednym z największych oceanariów na świecie, a nasz gospodarz,
Argentyńczyk Juan, nauczył mnie gotować najbardziej typowe danie tego regionu
czyli Paelle z królika. Była przepyszna. Co ciekawie, tutaj królicze mięso
można kupić w takiej samej cenie jak drób.
| Paella z królika |
Kolejnym
miastem na naszej trasie była Granada, skąd pojechałyśmy, wspólnie ze znajomym,
na Etno Sur Music Festiwal czyli hiszpański festiwal muzyki etnicznej.
Niesamowite wydarzenie, świetna muzyka, wspaniali ludzie. Ze względu na wysoką
temperaturę (pow. 36 C) w wielu miejscach była rozpylana wodna mgiełka, a
ludzie, dla zabawy i ochłody, nawzajem oblewali się wodą z butelek i
pistoletów. Pozytywnej atmosfery tej zabawy nie da się wręcz opisać.
Nocowaliśmy na ławkach w parku.
W
Sewilli zatrzymałyśmy się u znajomego Włocha poznanego na Etno Sur. Spędziłyśmy
tam 5 dni, jednak temperatura 38 st. C. nie sprzyjała zwiedzaniu, więc ja nie
zobaczyłam tam wiele… Bezpośrednio stamtąd pojechałyśmy do długo wyczekiwanego
celu naszej podróży czyli Portugalii.
Ciąg dalszy już wkrótce ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz