Zwiedzanie kraju, który
niegdyś był światową potęga gospodarczą zaczęłyśmy od Lizbony.
Najpierw przeszłyśmy się po Alfamie- najstarszej dzielnicy miasta, miejscu narodzin portugalskiej muzyki Fado. Zwiedziłyśmy zamek św. Jerzego oraz Katedrę Sé. Jednak na mnie większe wrażenie zrobiły ruiny średniowiecznego, gotyckiego Klasztoru Karmelitów, który znajduje się w dystrykcie Chiado, naprzeciw wzgórza zamkowego.
Najpierw przeszłyśmy się po Alfamie- najstarszej dzielnicy miasta, miejscu narodzin portugalskiej muzyki Fado. Zwiedziłyśmy zamek św. Jerzego oraz Katedrę Sé. Jednak na mnie większe wrażenie zrobiły ruiny średniowiecznego, gotyckiego Klasztoru Karmelitów, który znajduje się w dystrykcie Chiado, naprzeciw wzgórza zamkowego.
![]() | |
| Widok na Lizbonę o zachodzie słońca |
Poza zdobyciem tego miejsca, zwiedziłyśmy miasteczko
Sintra, które znajduje się kilka kilometrów dalej. Jego największą atrakcją
jest Zamek Maurów i Pałac Pena. Ten ostatni wygląda zupełnie jak z z bajki o
Alladynie. Z całej mojej wyprawy ta budowla najbardziej utkwiła mi w pamięci.
Prawdopodobnie dlatego, że jest tak inna od tego wszystkiego, co do tej pory
widziałam.
Potem przyszła kolej na
dalsze poznawanie Lizbony i na dzielnicę Belém i klasztor Hieronimitów oraz
cukiernię nieopodal, gdzie można spróbować słynnych ciasteczek jajecznych
Pastel de Belém (lub Pastel de nata) dostępnych tylko tutaj w Pastéis de Belém.
Widziałyśmy też Torre de Belém czyli wieżę odkrywców.
Potem wjechałyśmy na
szczyt Pomnika Odkrywców, który przedstawia ważne postacie z okresu wielkich
odkryć geograficznych, m.in. Vasco da Gama, Ferdynand Magellan i Henryka
Żeglarza uważanego za twórcę portugalskiego imperium kolonialnego. To dzięki
niemu, a dokładnie dzięki założonej przez niego Szkole Kartografii i Astronomii
w Sagres, Portugalia miała kolonie w Afryce, na Bliskim Wschodzie, Indiach,
Dalekim Wschodzie i Archipelagu Malajskim, w Ameryce Środkowej i Południowej
Afryki. Książę Henryk Żeglarz był także wielkim mistrzem Zakonu Chrystusa,
którego główna siedziba mieściła się w Tomarze. Wszystkim polecam odwiedzić to
miasteczko i zobaczyć ten wyjątkowy klasztor, nie bez powodu wpisany na listę
światowego dziedzictwa UNESCO.
Kolejnym zakonem godnym uwagi jest Batalha. Jego architetura przywodzi na
myśl sceny z filmu o Harrym Poterze. Dodatkowo w tym zakonie jest pochowany
Książę Henryk Żeglarz.
Po tak długim czasie
spędzonym głównie w zabudowanej przestrzeni, zapragnęłam pobyć trochę na łonie
natury, dlatego ze znajomymi pojechaliśmy zobaczyć najwyższe wodospady w
Portugalii, które znajdują się w Parku Narodowym Alvão.
Aby móc dotrzeć do
wodospadów, musieliśmy się wspinać, a raczej schodzić w dół, przez kilka
godzin, jednak widoki i kąpiel w krystalicznie czystej wodzie u podnóży
wodospadu były tego warte. Była to moja pierwsza wspinaczka w życiu, dlatego też sprawdzałam poziom
cukru co każde pół godziny, a bazę w pompie zmniejszyłam na 20%.
Kolejnym Parkiem Narodowym
do którego się wybrałam był Gerês. Piękno natury podziwiałam z
grzbietu konia, kłusując między górami a jeziorem, w którym następnie, dla
ochłody, pływałam.
Dużo aktywności fizycznej jak na jednego diabetyka nie przywykłego
do uprawiania sportu, ale wystarczyło, że zmniejszyłam bazę na 30% i często
kontrolowałam poziomu cukru.
Podczas całej podróży
przez Europę nie miałam większych problemów w związku z
cukrzycą. Dopiero w Portugali zaczęłam mieć kłopot z wysokimi poziomami cukru
po śniadaniu. Na początku myśłałam, że to wina wkłucia do pompy insulinowej,
potem że jest to odbicie po nocnym niedocukrzeniu spowodowanym dużą aktywnością
fizyczną albo, po prostu, za dużo węglowodanów na posiłek. Mimo ciągłego
zwiększania ilości insuliny podawanej do śniadania, problem nie znikał. W
końcu, po 3 dniach, zadzwoniłam do Polski, do swojego diabetologa. Moja Pani
Doktor od razu odkryła powód moim kłopotów. Była to zmiana trybu życia, a
dokładniej pór dnia w moim przypadku. W Portugalii z powodu upału, ludzie
wstają później i życie toczy się normalnie dopiero wieczorem i w nocy, w
związku z czym wszyscy śpią nawet do południa.
Poranny pomiar cukru był w
rzeczywistości wykonywany w południe, a śniadanie jadłam wtedy, gdy pompa
podawała mi w bazie mniejsze porcje insuliny. Większe przepływy w bazie miałam
ustawione między godziną 2 a 7 rano, bo właśnie wtedy miałam większe
zapotrzebowanie na insulinę, gdy prowadziłam normalny tryb życia w Polsce.
Jednak po przestawieniu przez mojego lekarza dotychczasowego ustawienia bazy na
nową bazę uwzględniającą mój faktyczny czas wstawania i kładzenia się spać,
wszystko wróciło do normy.
Podczas całej podróży
mogłam mierzyć poziom cukru niezależnie od okoliczności dzięki temu, że używam
sprzężonego zestawu – pompy insulinowej Paradigm 722 i glukometru Contour Link – nie miałam żadnego
problemu ze sprawdzaniem poziomu cukru po ciemku i w nocy, a czas mojej
reakcji był także skrócony, bo pompa od razu, sama wyświetlała mój wynik na
ekranie. Wystarczy trafić kroplą krwi na
pasek, a po chwili można odczytać wynik na podświetlonym ekranie pompy. Taki
system polecam wszystkim podróżnikom :) Nie wyobrażam sobie odbycia takiej
podróży bez pompy insulinowej z wkłuciami zmienanymi wraz z pojemnikiem na insulinę co każde 3 dni (szczególnie ważne podczas podróży, bo miałam pewność, że nie będę miała problemów z pompą, bo stosuję się do zaleceń producenta), dobrego glukometru i ogromnego zapasu pasków do
niego, etui FRIO i oczywiście dużej dawki optymizmu i wiary w ludzi ;)
Już niedługo napiszę więcej o samej Portugalii, ich systemie opieki zdrowotnej oraz podróżach i aktywności fizycznej w tym pięknym i ciepłym kraju, bo właśnie tam postanowiłam zamieszkać :)




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz