24.03.2014

Co mnie motywuje do samokontroli cukrzycy

No i w czwartek się podłamałam i po nie zmierzonej (nie zważonej) kolacji  wróciłam do domu i zjadłam prawie połowę zawartości mojej lodówki. Na szczęście nie było tego aż tak dużo- głównie jogurt naturalny, dżem i ser, bo już nie kupuję tego co dobre i niezdrowe.
Ale w piątek cały dzień miałam ładne wyniki, bo chyba w końcu dobrałam dobre dawki do posiłków i idąc za ciosem, zaczęłam wprowadzać zmiany do bazy. Uff...chyba przetrwałam już najgorsze i w końcu te wszystkie zapisy zaczynają przynosić efekty.
Ale wiem, ze bez mojej pięknej czerwonej wagi nic by się nie udało. Przy czym nadal nie jest dobrze, ale zaczynam widzieć jakieś postępy, dzięki czemu wierzę, że tym razem może mi się udać.


Kolejny mały sukces w niedzielę. 24 km na rowerze bez niedocukrzenia! Pierwszy raz w moim życiu przejechałam na rowerze więcej niż parę metrów bez hipo! Zobaczymy czy uda mi się ten wyczyn  powtórzyć.

Przy czym od początku naszej wycieczki rowerowej jedyne o czym myślałam, to mój poziom cukru- czy będę miała hipo? Czy to już teraz? Czy po prostu jestem fizycznie zmęczona, bo trasa była częściowo pod górkę... I jakaś taka złość we mnie narastała z każdym kolejnym metrem jazdy pod to spore wzniesienie, że nie dość, ze muszę się zmagać ze słabością własnych mięśni i brakiem kondycji, to jeszcze w każdej chwili mogę mieć niedocukrzenie, przez które stracę resztki energii i wszyscy będą musieli na mnie czekać, czego ja osobiście nie lubię. A w niedzielę dodatkowo spieszyliśmy się do muzeum sztuki współczesnej, bo tylko go godz 13 wstęp jest bezpłatny. Nie lubię czuć takiej presji.
Na szczęście tym razem obyło się bez zbędnych postojów na hipoglikemię, co nie zmienia faktu, że widzę swoje ograniczenia związane z cukrzycą. Przy czym w tym wypadku jest to kwestia niewyregulowania mojej cukrzycy i nieumiejętności opanowania poziomu cukru podczas uprawiania sportu. Więc liczę na to, że jak już ustawię sobie lepszą bazę i ponownie opanuję swoją dietę, to takie sytuacje będą mi się zdarzać dużo rzadziej.

A w głowię mam jedną myśl- gdybym nie starała się uprawiać sportu, to moje życie byłoby dużo prostsze, bo bez tylu niedocukrzeń.
Ale oczywiście nie jest to prawda. Nie jest mi łatwo radzić sobie z tymi nieustannymi niedocukrzeniami, ale z drugiej strony, wycieczki rowerowe ze znajomi są świetnym pomysłem na weekend. Nie dość, że mam szanse zobaczyć nowe miejsca, często niedostępne samochodem, to zawsze na koniec czuję tę radość z dnia spędzonego w ruchu, słońca, wiatru i całej reszty. Poza tym, moja kondycja staje się powoli lepsza. Tydzień temu przejechałam ponad 40km, po płaskim,  ale rower przecież sam nie jechał. Nigdy bym siebie nie podejrzewała o taki wyczyn... I nawet trzy niedocukrzenia po drodze i ciągle zbyt niskie 80mg/dl nie zepsuły mi tamtego dnia :). Poniżej motywujące zdjęcie z plaży na której zrobiliśmy postój.
Myślę, że warto się starać i walczyć o lepsze wyniki dla takiej nagrody.




A dla Ciebie co jest motywacją do samokontroli?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz