Bo moje nowe wymienniki węglowodanowe są mniejsze, a ilość jednostek na 1WW mam dostosowaną do starych nawyków. Dodatkowo moja obecna baza w pompie też nie jest idealna.
Moja cukrzyca jest jak domino- zmienię jeden czynnik i wszystko się wali, a ja nawet nie wiem gdzie to się zaczęło i co trzeba zmienić w pierwszej kolejności. I to jest właśnie powód dla którego wielokrotnie porzucałam pracę nad samokontrolą, wracając do starych metod, które nie są idealne, ale nie wymagają ode mnie prawie żadnej uwagi.
Ale tym razem się nie poddaję i mimo wszystko staram się mierzyć, ważyć i zapisywać wszystko jak należny. I ponownie zaczynam widzieć świat jako nieprzychylny dla diabetyków- no bo skąd mam wiedzieć ile węglowodanów dokładnie zawiera np. francesinha czyli portugalska kanapka z serem, szynką i wieloma innymi składnikami zalanymi pomidorowym, pikantnym sosem?
![]() |
| źródło: http://www.jn.pt/ |
W poniedziałek musiałam coś zjeść na mieście, więc poszłam do McDonalds, bo tylko tam mogłam zjeść coś wiedząc dokładnie ile węglowodanów jem. No absurd zupełny.
Chcąc dbać o swoje zdrowie i wyrównanie cukrzycy decyduję się na jedzenie hamburgera będącego bombą kaloryczną tylko dlatego, że wiem dokładnie ile węglowodanów, białek i tłuszczów on zawiera.
Czyli, chyba mimo dobrych chęci, jedząc poza domem, będę musiała, tak jak do tej pory, bawić się w zgadywanie: Ile WW mam na talerzu? Bo jedząc tylko to, co umiem sama przyrządzić stracę możliwość próbowania tych niesamowitych portugalskich potraw o których w Polsce nawet nigdy nie słyszałam.
Jak to się robi z cukrzycą? Bo ja już nic nie pamiętam z czasów kiedy miałam wagę i zeszyt samokontroli... Jak Wy to robicie?

Marta, na spokojnie i bez nerwów :)
OdpowiedzUsuńEwidentnie potrzebujesz odświeżenia (żeby nie powiedzieć "reedukacji") w temacie zajmowania się swoją cukrzycą. Każdy co kilka, kilkanaście lat potrzebuje :) Najprostsza metoda: zeszycik + liczenie dokładnie WW (i WBT) + zapisywanie dawek insuliny i cukrów (przed i 2 h po jedzeniu) + analizowanie wszystkiego co kilka dni.
Ta wizyta w McDonald's to, wbrew pozorom, nie taki najgorszy pomysł, choć lepiej byłoby zabranie kanapki z domu ;) Ja w takich sytuacjach (kiedy nie mam kanapki) przeważnie kupuję coś gotowego, co ma napisaną wartość odżywczą na opakowaniu (jogurt, gorzka czekolada, baton proteinowy - ma mniej "cukru w cukrze" niż inne batony lub baton z orzechów/sezamki).
Jak już na nowo ustalisz przeliczniki insulina/WW, to dużo łatwiej Ci będzie oceniać "na oko" gotowe dania. Ale żeby to było wykonalne, trzeba też znać "wielkości" poszczególnych składników, np. nie ocenimy ile WW ma porcja spaghetti, jeśli wcześniej sobie w domu nie zważymy kilka razy makaronu itp.
Kolejna sprawa to czytanie etykiet (wartości odżywczych) wszystkiego, co się nawinie pod rękę. Zapamiętuje się samo :)
Warto też sobie zrobić kilka "dni świstaka", czyli codziennie jemy i robimy to samo. Poczytaj też o teście bazy (http://diabetyk.blox.pl/2012/02/Z-dziennika-diabetyka-test-bazy.html).
Ale najważniejsze to spokój. Do tego wszystkiego potrzeba chwili czasu.U kobiety, powiedziałabym, że co najmniej miesiąca ;)
Pozdrawiam,
Alicja (al)
Dzięki Al za te jakże prawdziwe słowa. No i właśnie staram się reedukować...z bólem wielkim i powoli, ale idzie do przodu. Co do bazy, to ja też myślałam o przegłodzeniu się, żeby sprawdzić gdzie trzeba coś zmienić, tyle, że jak budzę się co rano, to decyduję się przełożyć test bazy na następny dzień...Ale Twoje słowa utwierdziły mnie w przekonaniu, że po prostu trzeba zacisnąć zęby i to zrobić.
UsuńDzięki raz jeszcze :)
Pozdrawiam serdecznie,
Oj, a ja nie jem wcale słodyczy - owoce (wszystkie), łyżeczka miodu, dżemu, syropu klonowego wystarczają mi w pełni do szczęścia;) Ja mam tak, że jeżeli mam normoglikemię, nie odczuwam absolutnie żadnej ochoty na słodycze. Nawet z gorzkiej czekolady zrezygnowałam - zamieniłam ją na czekoladę wodną ;), czyli (mocne) kakao na wodzie ;) Może to hardcorowe, ale moje wyniki i figura (wiadomo, im więcej insy się wstrzykuje, tym większe ryzyko przytycia) rekompensują mi to w pełni. Słodycze "zastąpiłam" też codzienną porcją roślinnego tłuszczu (orzechy, sezam, słonecznik, dynia, oleje roślinne itp.).
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Cię bardzo serdecznie :)
Iwona alias Yvonne (jestem pół-Niemką) ;)