Najblizsze duze miasto to La Spezia, i wlasnie tam, oraz w Genovie, staralysmy sie znalesc nocleg. Niestety w miejscach tak popularnych i pelnych turystow nie jest latwo znalesc kogos na CouchSurfing... Nam sie w kazdym razie nie udalo. Postanowilysmy, ze przenocujemy w hostelu w La Spezia, ale okzalo sie, ze tam nie ma hostelu, albo hostel nie ma strony internetowej czyli dla nas nie istnieje.
Siedzac, jak zwykle w MacDonalds (darmowe wifi i toaleta w kazdym miejscu na swiecie) szukalysmy noclegu. Trafilysmy na strone malego hostelu w Biassa i na szczescie zdozylysmy zlapac ostatni autobus, zeby tam dotrzec. Na miejscu ponownie nam sie poszczescilo, bo mieli akurat dwa wolne miejsca. Niestety jedna noc kosztowala 20 e. Jakiez bylo moje zdziwienie, gdy zobaczylam, ze polowa obslugi czyli 2 osoby, to Polki :) chwile pogadalysmy po polsku, sympatycznie.
Nastepnego dnia rano, bez sniadania, bo wszystkie zapasy jedzenia nam sie skonczyly ( mialam tylko landrynki i snickersy na wypadek hipoglikemii) chcialysmy jechac busem z hostelu do Riomaggiore, ale jedna z Polskich dziewczyn powiedziala mi, ze nie mozemy zostac na nastepna noc u nich, bo nie maja z miejsc. Niewiele myslac, spakowalysmy nasze rzeczy do plecakow i poprosilysmy dziewczyny o przechowanie ich do czasu az cos wymyslimy. Tak...grunt to miec plan ;)
Czas lecial, wiec zaczelysmy zwiedzanie i wspinaczke po przybrzeznych skalach. Po drodze poznalysmy Pekke -chlopaka z Finlandii, ktory samodzielnie zwiedzal Cinque terre, bo jego kumpel mial inne plany na ten dzien. Kupilismy banany i chleb i, juz wspolnie, ruszylismy w droge. Nie wszystkie szlaki byly otwarte dla turystow, wiec pojechalismy pociagiem do Manarola ( wszystkie 5 miasteczek jest swietnie skomunikowane linia kolejowa). Przez godzine szlismy gorskim szlakiem w pelnym sloncu, ale piekne widoki wynagrodzily nam wszystkie trudy.
W dalszym ciagu nie mialysmy gdzie spac. Hostel w Vernazza tez byl pelny, ale Pani z recepcji ulitowala sie nad nami i zaczela dzwonic do innym okolicznych hosteli i pytac czy maja wolne miejsca. Znalazla nam nocleg w hostelu umijescowionym w dawnym szpitalu w Levanto. Noc kosztowala 22e ale duze sniadanie bylo juz w cenie. Poniewaz nasze rzeczy zostaly w hostelu polozonym na przeciwleglym skraju Cinque terre, zgodnie uznalysmy, ze nie potrzebujemy naszym spiworow, ubran czy kosmetykow tak bardzo,zeby z tego powodu przegapic zachod slonca. Koniec koncow zachodzacego slonca nie widzialysmy, bo oczywiscie, jak to my, niefortunnie znalazlysmy sie po zlej stronie gor. Ale co tam, widoki i tak byly cudne.
Do naszego nowego hostelu dotarlysmy przed polnoca modlac sie w myslach o jakies mydlo w lazience, bo my mialysmy ze soba tylko krem przeciwsloneczny z filtrem. I jak zwykle mialysmy szczescie. Kazda sala miala wlasna, nowa i czysta lazienke z duza iloscia mydla w plynie i kabina prysznicowa. W recepcji dostalysmy posciel i recznik, wiec mialysmy wszystko co trzeba. Moja cukrzyca tez nie narzekala, bo ja zawsze nosze w malym plecaku glukometr i paski, pen z insulina, zapasowe wklucie i Euthyrox, tak na wszelki wypadek. Gdy mam mniej niz polowe insuliny w zbiorniku w pompie, pakuje takze zapasowa fiolke do plecaka. Mydlo bylo calkiem dobrej jakosci, bo nastepnego dnia moje wlosy sie calkiem dobrze ukladaly ;)
Po sniadaniu pojechalysmy odebrac nasze plecaki i insuline, ktora przechowywalam w hostelowej lodowce. Juz z bagazami ruszylysmy do La Spezia, aby zlapac stopa do Nicei- naszego kolejnego przystanku.


Niesamowite widoki!!!
OdpowiedzUsuńKasia