Giovanni jest 63 letnim nauczycielem filozofii i autorem wielu ksiazek na temat kuchni, sztuki, muzyki i historii wiec mielismy wiele tematow do rozmowy. Na koniec wieczoru dostalysmy dwie mapy i cala liste miesc do zobaczenia w miescie.
Wstyd sie przyznac, ale nastepniego dnia, zamiast wstac z rana, zeby zobaczyc jak najwiecej, my spalysmy prawie do poludnia... Nocleg na stacji benzynowej i dluga podroz bez przystanku dala nam w kosc. Dodam tez, ze Gio zostawil nam klucze do mieszkania, wiec nie musialysmy sie spieszyc. Swobodny dostep do laptopa z wifi tez nie ulatwial sprawy wyjscia z mieszkania... W koncu czasem musze przysiasc przy kompie, zeby spisac moje "przygody".
Gdy nasz gspodarz wrocil z pracy, uznalysmy ze juz najwyzsza pora wyruszyc na podboj Mediolanu. Zwiedzanie zaczelysmy od najwiekszego i najslynniejszego zabytku - Duomo czyli mediolanskiej katedry. Faktycznie budynek jest ogromny (157m dlugosci i 93m szerokosci) i robi spore wrazenie, zwlaszcza jak widzi sie jego fasade od razu wychodzac ze stacji metra. Dach katedry zdobi 135 rzezb i gargulcow. W srodku katedra jest ciemna i mroczna, i tak duza,ze mimo ogromnej liczby turystow wewnatrz, nadal jest tam pusto.
Potem poszlysmy zobaczyc slynny budynek obok czyli Galleria Vittorio Emanuele.
I w koncu wybralysmy sie na najlepsze lody we Wloszech GELATO GROM. Wszystkie smaki sa tworzone wylacznie z naturalnych skladnikow i to czuc. To byly najlepsze lody jakie w zyciu jadlam, wiec wszystkim polecam. Mozna je znalesc prawie w kazdym duzym wloskim miescie, ale trzeba poszukac, bo nie sa one polozone tuz przy zabytkach. My szukalysmy ich okolo 15 min i tyle samo czasu stalysmy w kolejce, ale bylo warto :)
Posilone lodami przeszlysmy sie przez cale stare miasto, zeby je zobaczyc i oszczedzic na metrze, i tak doszlysmy do zamku, ktory niestety wlasnie zamykano... Ale na zewnayrz tez bylo pieknie. Tak to jest jk sie spi do poludnia...
Na kolacje zjadlysmy ravioli ze szpinakem i popilysmy czerwonym lekko musujacym winem Lambrusco. Mniam.
Nastepnego dnia, w sobote, Giovanni pojechal z nami do Como - przepieknego miasteczka polozonego nad jeziorem, tuz przy granicy ze Szwajcaria. Podobno Woddy Allen ma tam dom. Wcale sie nie dziwie, bo to miejsce jest niesamowite.
Spedzilsmy tam prawie caly dzien. Potem trzeba bylo sie wyspac, bo nastepnego dnia czekala nas podroz do Cinque Terre. Giovanni podwiozl nas na odpowiednia autostrade, usciskal i zyczyl powodzenia w dalszej podrozy.
Spedzilsmy tam prawie caly dzien. Potem trzeba bylo sie wyspac, bo nastepnego dnia czekala nas podroz do Cinque Terre. Giovanni podwiozl nas na odpowiednia autostrade, usciskal i zyczyl powodzenia w dalszej podrozy.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz