- Barcelona
- Girona
- Lleida
- Tarragona
Obecnie Katalonia stara sie o calkowita niezaleznosc od hiszpanskiego rzadu. Planowalam opisac cala te historie po krotce, ale w Sevilli jest obecnie 40C i niestety moj mozg nie przetwarza prawidlowo informacji w tak wysokich temperaturach, wiec napisze o tym innym razem.
A teraz po krotce o moim pobycie w tamtych stronach.
Do Barcelony przyjechalysmy kilka dni wczesniej niz planowalysmy, dlatego nie zdazylysmy zanalesc nikogo przez CouchSurfing, kto chcialby nas goscic. Zatrzymalysmy sie w hostelu polozonyn niedaleko ostatniej stacji metra. Tam poznalysmy Ankita - hindusa mieszkajacego na stale w Kanadzie. Przez dwa dni wspolnie zwiedzalismy miasto. Podczas naszego 4 dniowego pobytu, w Barcelonie akurat trwal zlot milosnikow motorow Harley Davidson.
Wszyscy fani i dumni wlasciciele motocykli zebrali sie na obrzezach miasta, obok placu Espania, pod fontanna gdzie odbywaja sie slynne wodne pokazy ze swiatlami i muzyka w tle. Polecam zobaczyc przynajmniej jeden z nich, kazdy jest odrobine inny, a wszystkie robia wrazenie- przynajmniej na mnie. A widok na cale miasto spod samego Muzeum Narodowego mieszacego sie na wzgorzu obok jest przepiekny.
Poza oglądaniem zabytków i wizyta w muzeum, spedzalam też czas na plaży Barceloneta, która co prawda nie jest zbyt czysta i zawsze jest pelna ludzi, ale nadal jest plaża z palmami, słońcem i gorącą wodą. Jednego popołudnia, właśnie tam, poznałam parę z Australii. Byli bardzo bladzi (jak na australijczyków), ale okazało się, że od kilku lat mieszkają w Wielkiej Brytanii. Trochę porozmawialismy, Wypilismy kilka drinków-oni mieli ze sobą wódkę, sok, cole, plastikowe kubeczki, a nawet lód. Ach ta australijska gościnność ;) Oczywiscie caly czas sprawdzalam poziom cukru i nie wchodzilam juz do wody. Zdrowy rozsadek to podstawa.
W dniu gdy już miałyśmy ruszać z Barcelony do Pamplony na festiwal San Fermin, znajomy Fiony, kolejny Australijczyk, zaprosił nas do Canet de mar- małego miasteczka nieopodal Barcelony. Byli to dość.zaskakujące, bo Fiona spotkała go tylko raz, w malezji, na festiwalu muzycznym, gdzie wspólnie się bawili. Ponadto John nie zapraszał nas do swojego domu, tylko do Hiszpana u którego sam zatrzymał się jako couchsurfer. Oczywiście przyjęliśmy zaproszenie :) jak się później okazało, była to bardzo dobra decyzja.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz