7.07.2013

Pierwszy przystanek - Wieden, a tam nowe wklucie i nowa ¨wakacyjna¨ baza

Nasza podroz zaczelysmy w Krakowie. Wyruszylysmy o 8 rano. Do Wieliczki podjechalysmy busem, i tam zaczelysmy lapac stopa. Oczywiscie najpierw musialysmy znalesc odpowiednia droge wyjazdowa z miasta, a niestety z moja orientacja w terenie nie jest najlepiej, wiec zajelo nam to troche czasu...

Ale potem, po zaledwie 10 minutach zatrzymal sie malutki, sportowy samochod. Mimo jego skromnych rozmiarow udalo nam sie upchac plecaki na kolanach i ruszyc w droge. Podwiezli nas do Suchej Beskidzkiej. Stamtad po 15 minutach wziela nas farmaceutka mieszkajaca na obrzezach Zywca (akurat z tej strony, gdzie chcialysmy sie dostac), wiec ominelysmy miasto i bez problemu moglysmy lapac stopa w kierunku Zeliny. Jednym autem pojechalysmy do Wegierskiej Gorki, potem chlopaki nas wzieli pare km dalej, do Milowki, gdzie zlapala nas straszna burza. Przeczekalysmy ja pod dachem kochanej przez wszystkich Polakow Biedronki ;)
Każdy autostopowicz ma takie zdjęcie ;)
Gdy w koncu przestalo padac, a my juz stracilysmy nadzieje, ze zdazyly dojechac do Wiednia przez zmierzchem, zatrzymal sie Pan Krzysiek, ktory wracal wlasnie do pracy, do Wiednia, po weekendzie spedzonym z rodzina. Bardzo milo nam sie jechalo, a  na koniec Pan Krzysiek nadlozyl 40 km drogi, tylko po to, zeby zawiesc nas do samego Modling (miasteczko pod Wiedniem gdzie mialysmy nocleg). Zawiozl nas az pod sam dom Waltera, naszego austriackiego gospodarza z CouchSurfing :)

Nastepnego dnia nie mialysmy szansy wiele zobaczyc, bo caly dzien, bez przerwy padalo, a raczej lalo jak z cebra. Zanim doszlam ze stacji metra do muzeum juz mialam zupelnie przemoczone skarpetki. Na szczescie w McDonalds maja bardzo mocne suszarki do rak, ktore nadaja sie idelanie takze do skarpet. Wielu turystow mialo ten sam pomysl, w zwiazku z czym w lazience byly dwie kolejki- jedna do toalety, druga (mniejsza) do suszarki ;)

Nie byla to moja pierwsza wizyta w Wiedniu, wiec nie zobaczylam wielu nowych rzeczy. No moze poza Hous des Merres- miejscem z akwariami pelnymi morskich stworzen, w tym malutkich rekinow, krokodymi itd.
Podczas zwiedzania palacu Schonbrun zaliczylam jedno niedocukrzenie, mimo stosowania tymczsowej dawki podstawowej i bazy zmniejszonej o 50%. Ale jeden Snickers uratowal sytuacje ;)


Drugiego dnia pobytu zmienilam wklucie razem z pojemnikiem na insuline, bo akurat mijaly 3 dni odkad zakladalam poprzednie wklucie w Krakowie. U Waltera mialysmy wlasny pokoj i lazienke do dyspozycji, wiec nie sprawilo mi to problemu.
Jeszcze w Krakowie ustawilam sobie TDP na 50% zwyklej bazy, zeby sprawdzic czy taka baza mi wystarczy. To byl strzal w dziesiatke, bo dokladnie o polowe zmniejszylo sie moje zapotrzebowanie na insuline. Szybko przeliczylam moja tradycyjna, podstawowa baze na 50% dzielac wszystkie dawki na pol i ustawilam to jako schemat A (aktywny) bazy.  Mimo tak duzej redukcji bazy, na czas intensywnego wysilku nadal uzywam tymczasowej dawki podstawowej (ok 60% schematu A).

Mam kilka fajnych zdjec z Wiednia, ale niestety komputer w moim hostelu nie pozwala mi ich  dodac na bloga, wiec wrzuce je pozniej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz