24.02.2014

HI per super weekend z serami i rowerem

Niedzielną noc spędziłam z butelką, wody oczywiście, i glukometrem. Nie bardzo mam się czym chwalić, ale udało mi się pobić mój życiowy rekord jeśli chodzi o poziom cukru we krwi, a choruję już 21 lat. Być może już kiedyś miałam podobnie zły wynik, ale jeszcze 15 lat temu glukometry miały ograniczony zakres i powyżej 300mg/dl pokazywały tylko "HI". Przechodząc do konkretów, moja magiczna liczba to... 534 mg/dl. Skąd taki wynik? Duża kolacja z deserem i niedrożne wkłucie, a do tego trochę czerwonego wina, które znieczuliło mnie na tyle, że nie byłam w stanie poczuć zbliżającej się katastrofy. Naprawdę się przestraszyłam, gdy zobaczyłam ten wynik, bo dokładnie godzinę wcześniej zmieniłam wkłucie na nowe i wystrzyknęłam sobie mnóstwo insuliny reagując na 415 mg/dl na glukometrze. Bez wnikania w szczegóły całość moich działań (których do końca nawet już nie pamiętam), włącznie z użyciem dwukrotnie pena z Humalogiem, zakończyło się klasycznym niedocukrzeniem o 4 nad ranem. Ale jak widać, piszę, więc żyje- sytuacja została opanowana. Cały poniedziałek wyniki wahały się między 120 a 180 mg/dl, więc mogę spać spokojnie. Wszystkiemu winne było na 100% niedrożne wkłucie. Dobrze, że sytuacje tego typu zdarzają mi się średnio raz na 5 lat, bo inaczej chyba bym osiwiała z tego stresu. Już sobie wyobrażałam siebie w portugalskim szpitalu, z lekarzami nie mówiącymi po angielsku, że nie wspomnę o tym, że nie jestem pewna czy moje tutejsze ubezpieczenie zdrowotne pokrywa koszty takiej opieki...no koszmar po prostu.

Sobotę tez miałam niewesołą balansując między 350 a 60 mg/dl. Skąd te wysokie wartości -sama nie wiem. Niskie były natomiast wynikiem pedałowania przez około 32 km, tym razem w kierunku przeciwnym niż poprzednio czyli na północ od Porto w kierunku Matosinhos. Znowu była nas trójka, ponownie w drodze powrotnej jeden rower miał awarię, tyle, że teraz mieliśmy konkretny cel, którym była wystawa wnętrz połączona z prezentacja typowej kuchni portugalskiej. Innymi słowy mnóstwo dobrych serów i wina do degustacji :D
Poniżej kilka zdjęć serów, które miałam przyjemność próbować. Ponieważ większość z nich miała konsystencję zbliżoną do masła, były one serwowane właśnie w taki sposób jak poniżej tj. z odciętą górą składająca się z twardej skóry. Wnętrze można było nakładać łyżeczką na grzanki.





Ku mojemu zaskoczeniu te wszystkie miękkie sery miały dość intensywny smak, co ja osobiście w serach lubię najbardziej. Tę miłość do zdecydowanego smaku mam od czasu studiów we Francji. Osiem miesięcy w zupełności mi wystarczyło, by wręcz się uzależnić od serów właśnie. Chyba każdemu Francja kojarzy się z winem oraz słynnymi serami (śmierdzącymi i mocnymi oczywiście).
Jednak, jak się okazuje, w Portugalii też można znaleźć dobry ser, albo nawet najlepszy na świecie. Poniżej prezentuję zdjęcie sera, który w 2012 roku wygrał konkurs na najlepszy ser na świecie.


Gdybyście kiedyś mieli chęć go spróbować to nazywa się on Queijo de Castelo Branco czyli Ser z Castelo Branco- miasta położonego w samym środku Portugalii, na północny-wschód od Lizbony, niedaleko Hiszpańskiej granicy. Cena za cały ser (wielkość jak na zdjęciu) wynosi 15 euro.

Ciąg dalszy czyli degustacja wina i historyczne centrum Porto w pełnym słońcu będzie jutro, bo wena mi się skończyła.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz