Sobotę tez miałam niewesołą balansując między 350 a 60 mg/dl. Skąd te wysokie wartości -sama nie wiem. Niskie były natomiast wynikiem pedałowania przez około 32 km, tym razem w kierunku przeciwnym niż poprzednio czyli na północ od Porto w kierunku Matosinhos. Znowu była nas trójka, ponownie w drodze powrotnej jeden rower miał awarię, tyle, że teraz mieliśmy konkretny cel, którym była wystawa wnętrz połączona z prezentacja typowej kuchni portugalskiej. Innymi słowy mnóstwo dobrych serów i wina do degustacji :D
Poniżej kilka zdjęć serów, które miałam przyjemność próbować. Ponieważ większość z nich miała konsystencję zbliżoną do masła, były one serwowane właśnie w taki sposób jak poniżej tj. z odciętą górą składająca się z twardej skóry. Wnętrze można było nakładać łyżeczką na grzanki.
Ku mojemu zaskoczeniu te wszystkie miękkie sery miały dość intensywny smak, co ja osobiście w serach lubię najbardziej. Tę miłość do zdecydowanego smaku mam od czasu studiów we Francji. Osiem miesięcy w zupełności mi wystarczyło, by wręcz się uzależnić od serów właśnie. Chyba każdemu Francja kojarzy się z winem oraz słynnymi serami (śmierdzącymi i mocnymi oczywiście).
Jednak, jak się okazuje, w Portugalii też można znaleźć dobry ser, albo nawet najlepszy na świecie. Poniżej prezentuję zdjęcie sera, który w 2012 roku wygrał konkurs na najlepszy ser na świecie.
Gdybyście kiedyś mieli chęć go spróbować to nazywa się on Queijo de Castelo Branco czyli Ser z Castelo Branco- miasta położonego w samym środku Portugalii, na północny-wschód od Lizbony, niedaleko Hiszpańskiej granicy. Cena za cały ser (wielkość jak na zdjęciu) wynosi 15 euro.
Ciąg dalszy czyli degustacja wina i historyczne centrum Porto w pełnym słońcu będzie jutro, bo wena mi się skończyła.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz