19.02.2014

Jedno niedocukrzenie, kilka słów i sporo zdjęć czyli efekty wycieczki rowerowej

Jak już pisałam, w niedzielę miałam przepiękną pogodę w Porto, co zimą nie zdarza się często. Przewodniki tego nie mówią, ale tutaj, w samym Porto, całą jesień i zimę pada deszcz. I to nie taki malutki polski deszczyk, tylko całe wiadra wody leją się z nieba. A ponieważ wiatr jest zazwyczaj również silny i niszczy wszelkie parasole, to jedynym skutecznym sposobem na pozostanie suchym jest po prostu nie wychodzenie z domu. Naprawdę.
A ostatnia niedziela była przecudna- słońce, żadnych chmur czy silnego wiatru i temperatura 14 stopni. Wprost idealnie na wycieczkę rowerową.

Wraz ze znajomą i moim M. wyruszyliśmy z samego cenrtum Porto, przekroczylismy most i zrobiliśmy kilka zdjęć na pamiatkę.


Po tej krótkiej sesji, dojechaliśmy do wybrzeża oceanu i kontynuowaliśmy przejażdżkę podziwiając fale w pełnym słońcu. Przystanek zrobiliśmy dopiero przy kaplicy Senhor da Pedra znajdującej się bezpośrednio na plaży. W niedzielę fale były na tyle duże, że nie mogliśmy wejść do środka.




Uśmiech na zdjęciu mam tak duży, bo chwilę wcześniej zjadłam spore ciastko czekoladowe,  ale proszę nie krytykować, bo zjadłam je tylko po to, aby ratować się z niedocukrzenia ;) Oczywiście żartuję, tzn. tak, zjadłam ciastko ze smakiem, ale najpierw był cukier z saszetki, żeby podnieść poziom cukru. Co jak co, ale po ponad 21 latach spędzonych z cukrzycą, już wiem, że ani ciastka, ani moja ukochana czekolada, nie są najlepszym sposobem na hipoglikemię. Niestety...Dlatego zawsze mam przy sobie te małe saszetki z cukrem do kawy- na mnie działają idealnie, a do tego są małe, lekkie, bezpłatne i idealnie się mieszczą w etui mojego glukometru.

Bardzo zdziwiło mnie to niedocukrzenie, bo poprzednio jeździłam już tą samą trasą, i tak samo jak teraz, obniżyłam dawkę podstawową o 40% już godzinę przed rozpoczęciem pedałowania i poprzednio wszystko było ok. Ale prawda jest, że teraz później zrobiliśmy naszą przerwę na  kanapki (i ciastka), a poza tym ostatnio, z powodu deszczu, mało się ruszam, więc pewnie moje mięśnie zdążyły się już odzwyczaić od wysiłku. Na szczęście przez ostatni fragment przejazdu poziom cukru był już w normie.

Dojechaliśmy do Espinho, miasteczka oddalonego o 22 km od centrum Porto i planowaliśmy wrócić tą samą trasą, ale niestety jeden z rowerów miał awarię i musieliśmy wrócić pociągiem. Ale następnym razem chcę się wybrać na dłuższą trasę, bo czas zacząć spalać kcal, zanim zaskoczy mnie lato- co tutaj nastąpi szybko. A przez ostatnie kilka miesięcy próbowałam tutaj wielu pysznych potraw, więc mam parę kg do spalenia. Ja osobiście za wszystko winię te pyszne czekoladowe ciastka. To nie moja wina, że one są aż tak dobre!

4 komentarze:

  1. jakie niebooo.... .w ogóle pięknie tam!:)a Ty ślicznie wyglądasz, promieniejesz:) pozdrowienia,Ang.

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękne tło i piękna dziewczyna !

    OdpowiedzUsuń
  3. tyle komplementów...ach dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jako świeżo upieczony cukrzyk dopiero zaczynam rozumieć ile wspaniałych pokus kulinarnych nas otacza...
    Tak, wyglądasz promiennie i radośnie, świetne zdjęcia!
    Pozdrowienia dla Ciebie i M. :)
    G.

    OdpowiedzUsuń