27.02.2014

Walka z cukrzycą c.d.

Z okazji Tłustego Czwartku planowałam napisać o tutejszych zwyczajach związanych z tym, jakże słodkim, świętem, ale niestety muszę się wstrzymać do wtorku, bo w Portugalii Tłusty Czwartek jest... we wtorek, podobnie jak we Francji zresztą, więc na moją relację musicie poczekać aż do Tłustego Wtorku ;)
A ja planuję świętować dwa razy. A co! Co prawda nie ma tu faworków, ale na szczęście udało mi się kupić ciastka, które smakują i wyglądają jak nasze pączki, ale nazywają się Bolo de Berlim czyli ciastka z Berlina. Niemcy sąsiedzi nasi, więc widać i pączki podobne mamy.

Ponownie byłam u diabetologa, no i stało się to, czego bałam się najbardziej. HbA1c zamiast schodzić w dół, poszła do góry, z 6,9% na 7,3%. Ale to nic. Tak naprawdę to było celowe, bo jestem bardzo ambitną osobą i obniżenie hemoglobiny glikowanej o jedyne 0,9%, żeby osiągnąć wymarzone 6,0%, po prostu nie było dość dużym wyzwaniem dla mnie.

A tak serio, to pocieszam się tym, że w końcu zaczęłam więcej myśleć o swoich wynikach, diecie itp., więc prędzej czy później dojdę do jakiś mądrych wniosków jak wyrównać swoją cukrzycę. A jeśli nie, to mam jeszcze dwóch portugalskich diabetologów do pomocy, więc razem chyba damy radę... A niedzielne 500mg/dl musiało przecież zostawić jakiś ślad, zwłaszcza, że słyszałam, że świeższe wyniki mają większy wpływ na wynik hemoglobiny, niż te z przed miesiąca na przykład. 

7 marca mam spotkanie z dietetykiem, bo mój diabetolog uważa, że przyda mi się, jak to on delikatnie ujął,  "odświeżyć" wiedzę z dziedziny liczenia WW, więc szanse na poprawę wyników mam spore, a jeśli ten dietetyk będzie mówić po angielsku, to szanse będą wręcz ogromne :) 

Strasznie zmęczona jestem całym tym dniem, lekarzami i poranną pobudką, żeby zdążyć na wizytę (ale jak w PL i tu musiałam czekać prawie 2 godz...), więc zbieram się do snu, zwłaszcza, że jutro mam w planie długi wieczór złożony z koncertu Fado, kolacji w wegańskiej restauracji i spotkania z Couchserferami z Porto (jak co piątek).

A takie śniadanko sobie na jutro planuję:

No może mniej masła... A szczypiorek z ogródka, więc samo zdrowie.



2 komentarze:

  1. 2 godziny czekania w kolejce? O matko... Ja w Poznaniu w poradni jak mam np. na 12:00 to czekam góra 15 minut na wejście :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w Lublinie i Krakowie zawsze przynajmniej godzinę dłużej czekałam ponad "mój planowany termin wizyty ". Chyba powinnam rozważyć przeprowadzkę do Poznania ;) Pozdrawiam.

      Usuń