2.02.2014

Wszyscy diabetolodzy chcą tego samego...

Po wyjątkowo długiej przerwie w pisaniu wracam do Was i nie mam nic na swoje usprawiedliwienie, może poza tym, że przez cały ten czas pisałam artykuły do Szugarfrika. 
Za to chcę serdecznie podziękować wszystkim, którzy do mnie pisali, że czekają na kolejne wpisy i przekonywali, że warto kontynuować bloga, bo ja jak piszę, to widzę przed sobą tylko monitor, więc nie wiem czy czytacie i czy chcecie czytać więcej...

A co nowego u mnie? W piątek miałam pierwszą wizytę u mojego portugalskiego diabetologa, który na szczęście mówił po angielsku, bo mój portugalski pozostawia wiele do życzenia. (Właściwie mój obecny poziom to częściowe rozumienie, ale jeśli chodzi o mówienie, to porażka zupełna.)
Ale wracając do diabetologa, miałam wizytę w chyba największym szpitalu w Porto i gdyby nie kolorowe paski na podłodze prowadzące do różnych "specjalizacji" pewnie nigdy bym nie znalazła odpowiedniego pawilonu. Swoją drogą ciekawy ten system. Jak zapytałam gdzie jest diabetologia, to portier odpowiedział po prostu  "pomarańczowa linia". Idąc wzdłuż linii, czułam się trochę jak pies tropiący zwierzynę, ale grunt, że w końcu trafiłam  na miejsce.

Sama rozmowa z lekarzem była bardzo zbliżona do tego, z czym miałam do czynienia w Polsce. Tyle, że niestety nie posiadają opcji "zczytywania" wyników z pompy czy glukometru, dlatego zostałam poproszona o zapisywanie moich wyników, posiłków, bolusów i wszystkich innych istotnych informacji. Jako, że od lat tego nie robię, to będzie to dla mnie spore wyzwanie. Do tej pory moi wspaniali polscy diabetolodzy (pozdrawiam :)) byli w stanie wysnuć wnioski jedynie na podstawie odczytów z pompy i rozmowy ze mną, chociaż prawdą jest, że zawsze namawiali mnie do prowadzenia "dzienniczka".

Mój piątkowy wynik HbA1C to 6,9%, więc nie mam wyjścia- muszę zacząć bardziej się starać. Kolejna wizyta na początku kwietnia, dlatego w te dwa miesiące chciałabym zejść do 6,5%, jeśli to możliwe. Mój plan to zapisywanie i analizowanie wyników tj. innymi słowy, tak dla odmiany, myślenie o cukrzycy, a nie działanie "na autopilocie" (co obecnie robię). I jak tylko o tym pomyślę, to już mi się nie chce... ale zaczynam od jutra, bo trzeba działać. Proszę, trzymajcie za mnie kciuki.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz