10.02.2014

Ja kontra moja cukrzyca- kto wygra?

Jak to często bywa, meteorolodzy się pomylili. Wczorajsze fale sięgały "jedynie" 5 metrów. Za to cały dzień wiał wyjątkowo silny wiatr, ale moim zmartwieniem były bardziej wysokie poziomy niż zła pogoda.
Cały dzień miałam około 250mg/dl, pomimo zwiększonej dawki podstawowej i ciągłemu dostrzykiwaniu albo raczej dopompowywaniu kolejnych jednostek insuliny. Dopiero koło godziny 22 w końcu zeszłam do 160 mg/dl. Dziś rano 119 mg/dl a potem 350-320 aż do godz 18. Nie mam pojęcia co się dzieje...
W porze obiadu, którego ostatecznie nie zjadłam (bo zobaczyłam 300 na glukometrze), zmieniłam wkłucie na nowe i nic... Dopiero 4 godziny korekt i bazy 200% w końcu pomogły mi zejść do 109 mg/dl po godz 18.

Najpierw chciałam obwiniać pompę i wkłucie albo insulinę, ale to nie to. Jestem trochę przeziębiona, ale na zwykły katar nigdy wcześniej nie reagowałam w ten sposób. Mam jeszcze jedną teorię, ale żeby ją potwierdzić lub wykluczyć, muszę się zastanowić i poobserwować rezultaty. Najlepiej by było, jakbym jutro nie jadła śniadania, a może i obiadu. Tylko bez śniadania i na "głodzie" jestem, delikatnie mówiąc, średnio sympatyczna, więc nie wiem, jak to zniesie moje otoczenie...aż sama im współczuje...

Zdążyłam już zapomniałam jak to jest "użerać się z cukrzycą". Ostatnio jakieś większe problemy miałam zaraz po przeprowadzce do Porto, ale jak tylko dostosowałam bazę do nowego trybu życia, wszystko wróciło do względnej normy (HbA1C 6,8%)
A teraz, jak postanowiłam, że pomału obniżę hemoglobinę do 6%, takie rzeczy się dzieją. To musi być jakaś odmiana prawa Murphy'ego- jak Ci nie zależy, to jest ok, a jak zaczniesz się starać, to od razu jest gorzej. 

Zapisywanie wyników też mi nie idzie, bo jak mam zapisać 349 mg/dl, to aż mi ręka drży. To pewnie jeszcze z dzieciństwa mi została ta niechęć do zapisywania złych wyników. 

Ale nie ma co narzekać, za to trzeba działać! Nie poddam się tak łatwo i Wy Moi Drodzy Czytelnicy świadkiem, że do wakacji będę miała hemoglobinę 6%.  

Skoro pisanie na kartce czy w zeszycie mi nie wychodzi, to spróbuję używać aplikacji na telefonie. Właśnie zainstalowałam jedną z nich- Diabetes - Glucose Diary. Linka do niej znalazłam na słodkim blogu Weroniki (www.bluesugarcube.blogspot.com) A jakież było moje zdziwienie, jak zobaczyłam, że autorem aplikacji jest Polak -Szymon Klimaszewski. Zmyliły mnie angielskie opinie (pozytywne oczywiście) na Google Play. Zawsze w takich chwilach ciepło sobie myślę o Polsce i tych wszystkich bystrych umysłach, które w naszym kraju mamy. Chociaż obecnie jest ich już niestety mniej. Dlaczego? Bo ja wyjechałam :P

Koniec siedzenia przed kompem, czas pokazać cukrzycy kto tu rządzi ;)

3 komentarze:

  1. Brawo ! tak trzymaj ! Lublin Ci kibicuje mocno :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zapraszam do siebie! ;) http://cukiereknaobcasach.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję. Już byłam. Kibicuję Ci, jak każdemu autorowi słodkiego bloga:)

    OdpowiedzUsuń